…….. Zaczęłam nawet pytać znajomych, czy znają historie „natychmiastowych” uzdrowień. Czy spotkali kogoś, komu nagle „przeszło”, kto poczuł się lepiej, mimo że wcześniej nic na to nie wskazywało. Nie szukałam dowodów na istnienie cudów. Bardziej interesowało mnie, co ludzie pamiętają, jak opowiadają takie historie i czy Sposób na „wstań i idź” jest dla nich realnie osiągalny. Jeśli osiągalny, to czy można go nazwać cudem? Czy może błędem wcześniejszej oceny, zbiegiem okoliczności, działaniem organizmu – bo przecież nie wszystko wiemy i rozumiemy? A może splotem wielu rzeczy, z których żadna osobno nie wygląda szczególnie niezwykle? „Wstań i idź”. Te słowa mają oczywiście swoje religijne źródło i można je rozważać właśnie w takim znaczeniu. Mnie jednak zatrzymały w trochę innym miejscu. Nie dlatego, że częściowo odrzucam wizję uzdrowienia jako „magicznego fajerwerku”. Pstryk. Stało się. Człowiek uzdrowiony. Koniec historii. Nie. Dla mnie „Wstań i idź” brzmi raczej jak początek. Jak proces. I, co chyba najważniejsze, jak możliwość wyboru. Uzdrowienie jako wybór i droga. Bo wiecie, podczas mojej pracy refleksologicznej spotykałam bardzo różne reakcje na to, co działo się po zabiegu. Czasami człowiek zauważał zmianę i był jej ciekawy. Obserwował siebie. Pytał. Zaczynał coś robić inaczej. Jakby to, czego doświadczył, otworzyło jakieś drzwi i pojawiła się ciekawość: „A co będzie, jeśli za tym pójdę?”. Ale bywało też inaczej i chyba częściej I właśnie to „inaczej” zaczęło mnie interesować. Oczywiście w teorii wszyscy chcemy być zdrowi. Tylko… czy zawsze jesteśmy gotowi na to, co może się z tym wiązać? Dla mnie zdrowienie niesie zmiany, stawia przed pytaniami, których wcale nie chcemy sobie zadać i zawsze powiązane jest z czymś, czego nie znamy. Być może trzeba będzie coś zrobić inaczej, z czegoś zrezygnować, coś rozpocząć, postawić granicę, ruszyć się. Albo przeciwnie – wreszcie się zatrzymać. Może trzeba będzie inaczej jeść, spać, pracować, odpoczywać. Zobaczyć swoje codzienne nawyki. Przyjrzeć się relacjom. Przestać powtarzać coś, co robimy od dwudziestu lat tylko dlatego, że zawsze tak robiliśmy. I wtedy pomyślałam, że możliwość zmiany może przecież również… przestraszyć. Bo „chcę czuć się lepiej” to jedno a „jestem gotowy coś zmienić” – to już zupełnie inna historia. Człowiek nie jest przecież samą stopą To chyba jedna z ważniejszych rzeczy, których nauczyła mnie refleksologia. Kiedy pracuję ze stopami, nie mam przed sobą stopy, a człowieka. Z jego ciałem, emocjami, doświadczeniami, sposobem życia, snem, ruchem, jedzeniem, pracą, relacjami, napięciami, przyzwyczajeniami. Z tym, co wydarzyło się wczoraj i z tym, co powtarza każdego dnia od wielu lat. Człowiek jest systemem. I ten system cały czas reaguje na warunki, w których żyje. Przystosowuje się, do dobrego ale i do niewygodnego. Do krzywego siedzenia przed telewizorem. Do wielu godzin przed komputerem. Do telefonu trzymanego ciągle w tej samej pozycji. Do niedospania. Do napięcia. Do pośpiechu. Do braku ruchu. Do przeciążenia. Do wszystkiego, co powtarzane wystarczająco długo zaczyna nam się wydawać normalne. A potem czasem bardzo daleko szukamy przyczyny tego, dlaczego nie czujemy się dobrze. I żeby było jasne – nie twierdzę, że wszystko da się sprowadzić do stylu życia, nastawienia czy naszych wyborów. Nie da się. Nie wybieramy sobie chorób. Nie każdą chorobę można „odmyśleć”, rozchodzić, przepracować albo pokonać odpowiednim nastawieniem. Człowiek jest znacznie bardziej skomplikowany. Ale nawet w tej złożoności pozostaje pewna przestrzeń. Przestrzeń, w której możemy coś wybrać. Czasami bardzo dużą, czasami maleńką. I tu dochodzę do czegoś, co chyba najbardziej mnie w tym wszystkim porusza.Dla mnie uzdrowienie ma w sobie coś z zebrania swojego „gardołu”. Tak, gardołu Całego tego naszego życiowego majdanu. Doświadczeń, przyzwyczajeń, przekonań, żalu, lęku, historii, które opowiadamy sami sobie. Tego, co nam służy i tego, co już dawno przestało, ale nadal ciągniemy to za sobą. Zebrać to wszystko i powiedzieć: „Dobrze. To jest moje. I co ja teraz z tym zrobię?”.Nie chodzi mi o brutalne „weź się w garść”. Nie chodzi o obwinianie człowieka za to, że choruje albo cierpi. I nie chodzi o udawanie, że wystarczy pozytywnie pomyśleć i wszystko zniknie. Chodzi mi o coś zupełnie innego. O odzyskanie tej części decyzji o własnym życiu, która rzeczywiście do nas należy. O pozwolenie sobie na życie w zdrowiu, radości i spełnieniu – na tyle, na ile w danym momencie jest to dla nas możliwe. Może czasem będzie to oznaczało koniec użalania się nad sobą. Może wyjście z roli, w której wszystko zależy od innych. Może przestanie czekania, aż ktoś nas „naprawi”. Lekarz, terapeuta, refleksolog, tabletka, zabieg, metoda, a może cud. Każdy z nich (nawet tabletka może mieć swoje miejsce. Czasami bardzo ważne. Ale żaden/żadna z nich nie przeżyje za nas naszego życia. I właśnie dlatego zaczęłam inaczej słyszeć pierwszą część tych słów. „Wstań”. Nie jako rozkaz, a raczej jako możliwość. Wstań, zobacz, sprawdź. Może możesz zrobić coś, czego wczoraj jeszcze nie mogłeś. Może pojawiła się odrobina przestrzeni, może ciało odpowie inaczej, może coś puściło. Może po prostu pierwszy raz od dawna poczułeś, że coś zależy również od Ciebie. Ja nie wiem. Ty zobacz, „wstań i idź”. Bo to Ty wiesz najlepiej. „Idź”. Czyli zrób coś z tym, co się pojawiło. Nie wiem, czym dla każdego z nas będzie to „idź”. Dla jednego rzeczywiście będzie ruchem. Dla kogoś odpoczynkiem. Dla kogoś zmianą codziennego nawyku. Dla jeszcze kogoś decyzją, żeby postawić granicę, poprosić o pomoc albo wreszcie czegoś posłuchać – być może własnego ciała. Czasami może oznaczać bardzo dużą zmianę. A czasami zaledwie jeden mały krok. I może właśnie o to chodzi. Nie o fajerwerk. Nie o moment, w którym ktoś dotknie właściwego punktu i nagle całe życie stanie się proste. Tylko o drogę.
A refleksologia? Nie chcę stawiać refleksologii w roli odpowiedzi na pytanie o uzdrowienie. Im dłużej pracuję, tym mniej mam potrzeby takich odpowiedzi. Nie muszę wiedzieć wszystkiego. Nie muszę nazywać każdego procesu zachodzącego w organizmie. Nie muszę też każdej reakcji po zabiegu natychmiast przyporządkowywać do jakiejś teorii. Mogę obserwować, mogę pracować, mogę być uważna. Mogę stworzyć człowiekowi przestrzeń, w której na chwilę przestaje robić, działać, kontrolować i zaczyna czuć. A co zrobi z tym później? To już jest jego droga i decyzja. I może właśnie dlatego coraz mniej interesuje mnie pytanie: „Co uzdrawia człowieka?”. A coraz bardziej: „Co człowiek robi z możliwością zmiany, kiedy ona się pojawia?”.Bo być może „Wstań i idź” wcale nie jest zakończeniem historii o uzdrowieniu. Może jest dopiero jej początkiem.
Katarzyna Ołtarzewska, RefleXana
P.S. Mimo e motek, pisałam samodzielnie.
